Leszek Długosz

© 2018

administracja strony - Andrzej Szełęga  

I   

 

   Jan Kochanowski  1530 – 1584

   NA DOM W CZARNOLESIE

 

 

Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje;

Raczyż  błogosławieństwo dać do końca swoje!

Inszy niechaj pałace marmórowe mają

I szczerym złotogłowiem ściany obijają,

Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gniaździe ojczystym,

A Ty mię zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym,

Pożywieniem ućciwym, ludzką życzliwością,

Obyczajmi znośnymi, nieprzykrą starością.

Tygodnik "wSieci"

28.12.2015

   Jan Kochanowski  1530 – 1584

   NA DOM W CZARNOLESIE

 

 

Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje;

Raczyż  błogosławieństwo dać do końca swoje!

Inszy niechaj pałace marmórowe mają

I szczerym złotogłowiem ściany obijają,

Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gniaździe ojczystym,

A Ty mię zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym,

Pożywieniem ućciwym, ludzką życzliwością,

Obyczajmi znośnymi, nieprzykrą starością.

Tygodnik "wSieci"

28.12.2015

   Jan Kochanowski  1530 – 1584

   NA DOM W CZARNOLESIE

 

 

Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje;

Raczyż  błogosławieństwo dać do końca swoje!

Inszy niechaj pałace marmórowe mają

I szczerym złotogłowiem ściany obijają,

Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gniaździe ojczystym,

A Ty mię zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym,

Pożywieniem ućciwym, ludzką życzliwością,

Obyczajmi znośnymi, nieprzykrą starością.

Tygodnik "wSieci"

28.12.2015

   Jan Kochanowski  1530 – 1584

   NA DOM W CZARNOLESIE

 

 

Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje;

Raczyż  błogosławieństwo dać do końca swoje!

Inszy niechaj pałace marmórowe mają

I szczerym złotogłowiem ściany obijają,

Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gniaździe ojczystym,

A Ty mię zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym,

Pożywieniem ućciwym, ludzką życzliwością,

Obyczajmi znośnymi, nieprzykrą starością.

Tygodnik "wSieci"

28.12.2015

   Jan Kochanowski  1530 – 1584

   NA DOM W CZARNOLESIE

 

 

Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje;

Raczyż  błogosławieństwo dać do końca swoje!

Inszy niechaj pałace marmórowe mają

I szczerym złotogłowiem ściany obijają,

Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gniaździe ojczystym,

A Ty mię zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym,

Pożywieniem ućciwym, ludzką życzliwością,

Obyczajmi znośnymi, nieprzykrą starością.

   Jan Kochanowski  1530 – 1584

   NA DOM W CZARNOLESIE

 

 

Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje;

Raczyż  błogosławieństwo dać do końca swoje!

Inszy niechaj pałace marmórowe mają

I szczerym złotogłowiem ściany obijają,

Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gniaździe ojczystym,

A Ty mię zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym,

Pożywieniem ućciwym, ludzką życzliwością,

Obyczajmi znośnymi, nieprzykrą starością.

   Jan Kochanowski  1530 – 1584

   NA DOM W CZARNOLESIE

 

 

Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje;

Raczyż  błogosławieństwo dać do końca swoje!

Inszy niechaj pałace marmórowe mają

I szczerym złotogłowiem ściany obijają,

Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gniaździe ojczystym,

A Ty mię zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym,

Pożywieniem ućciwym, ludzką życzliwością,

Obyczajmi znośnymi, nieprzykrą starością.

   Jan Kochanowski  1530 – 1584

   NA DOM W CZARNOLESIE

 

 

Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje;

Raczyż  błogosławieństwo dać do końca swoje!

Inszy niechaj pałace marmórowe mają

I szczerym złotogłowiem ściany obijają,

Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gniaździe ojczystym,

A Ty mię zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym,

Pożywieniem ućciwym, ludzką życzliwością,

Obyczajmi znośnymi, nieprzykrą starością.

   Jan Kochanowski  1530 – 1584

   NA DOM W CZARNOLESIE

 

 

Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje;

Raczyż  błogosławieństwo dać do końca swoje!

Inszy niechaj pałace marmórowe mają

I szczerym złotogłowiem ściany obijają,

Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gniaździe ojczystym,

A Ty mię zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym,

Pożywieniem ućciwym, ludzką życzliwością,

Obyczajmi znośnymi, nieprzykrą starością.

   Jan Kochanowski  1530 – 1584

   NA DOM W CZARNOLESIE

 

 

Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje;

Raczyż  błogosławieństwo dać do końca swoje!

Inszy niechaj pałace marmórowe mają

I szczerym złotogłowiem ściany obijają,

Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gniaździe ojczystym,

A Ty mię zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym,

Pożywieniem ućciwym, ludzką życzliwością,

Obyczajmi znośnymi, nieprzykrą starością.

   Jan Kochanowski  1530 – 1584

   NA DOM W CZARNOLESIE

 

 

Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje;

Raczyż  błogosławieństwo dać do końca swoje!

Inszy niechaj pałace marmórowe mają

I szczerym złotogłowiem ściany obijają,

Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gniaździe ojczystym,

A Ty mię zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym,

Pożywieniem ućciwym, ludzką życzliwością,

Obyczajmi znośnymi, nieprzykrą starością.

   Jan Kochanowski  1530 – 1584

   NA DOM W CZARNOLESIE

 

 

Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje;

Raczyż  błogosławieństwo dać do końca swoje!

Inszy niechaj pałace marmórowe mają

I szczerym złotogłowiem ściany obijają,

Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gniaździe ojczystym,

A Ty mię zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym,

Pożywieniem ućciwym, ludzką życzliwością,

Obyczajmi znośnymi, nieprzykrą starością.

   Jan Kochanowski  1530 – 1584

   NA DOM W CZARNOLESIE

 

 

Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje;

Raczyż  błogosławieństwo dać do końca swoje!

Inszy niechaj pałace marmórowe mają

I szczerym złotogłowiem ściany obijają,

Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gniaździe ojczystym,

A Ty mię zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym,

Pożywieniem ućciwym, ludzką życzliwością,

Obyczajmi znośnymi, nieprzykrą starością.

Tygodnik "wSieci"

28.12.2015

Tygodnik "wSieci"

28.12.2015

 

Oficjalna strona Poety

 

I wszystkie te dni najcenniejsze ... 

 

     Spośród jakże wielkich możliwości wybrania „ jakiego  fragmentu  z Różewicza” wybrałem ten, mnie akurat bliski, drobny wierszyk. Zwyczajny, tak naturalny„ zestaw słów”,  jak ledwie  uświadomione westchnienie.

      Noszę go  w pliku pamięci mojej  jak coś  swojskiego. Jest  użyteczny jak łyk wody , po który  sięga się bezwiednie. Niepoliczoną ilość razy już mi się nawinął, ile posłuży  jeszcze? Jest czymś – tym samym,  co wydobywa się  i ze mnie. Tyle, że słowa te złożył Tadeusz Różewicz. Miałem szczęście znać Go, a nawet  czuć sie wyróżniony Jego życzliwą uwagą i pamiętaniem.  - Panie Tadeuszu...  No nie udało nam się jeszcze raz tu spotkać...  - LD

 

 

 

 

Tadeusz  Różewicz  ( 1921  - 2014 )      

 

MOJE  USTA

 

Kończy się ten dzień

Kończy się kolacją

Czyszczeniem zębów

Pocałunkiem

Ułożeniem rzeczy

 

Więc to był jeden dzień

z tych najcenniejszych dni

które nigdy nie wracają

 

Co mnie spotkało

 

Przeszedł minął

Od rana do nocy

Podobny do zeszłego

 

Dniu mój

Jedyny

Co ja zrobiłem

Co ja zrobiłem

A może tak trzeba

Wychodzić rano

Po południu wracać

Powtarzać kilka ruchów

Układać wiele rzeczy

 

Dniu mój

Brylancie najpiękniejszy na świecie

Domie złoty

Błękitny wielorybie

Łączę wyrazy szacunku

 

Tygodnik "wSieci"

05.05.2014

Z WYSOKIEJ WIEŻY  

 

     Poeta,  prozaik, tłumacz , zaangażowany zawsze po stronie  prawości. Polak, chrześcijanin, kulturowy obywatel świata, nie pretendujący  do „zaszczytów i pozycji”. We Lwowie, gdzie się urodził, w młodości  przyjaźnił się  z Herbertem. W takiej relacji pozostali do końca.  Zdążył być żołnierzem AK. Po wojnie  w Krakowie  ukończył anglistykę. Za przekonania i postawę ,  w PRL ograniczany,  wyrzucany  z pracy. Mówię , Elektorowicz i myślę – szlachetność, skromność, niezawodność. Właśnie  ukończył 90 lat.

    Z wysokiej  wieży trąbię  dziś  Leszku hejnał  na Twoją  pochwałę. Wielu jeszcze lat, i dalej takiej  formy ! Jeśli świat wciąż mało o Tobie  słyszy, to jego błąd i strata. I  jego zawstydzenie.  

 

 

 

 

Leszek Elektorowicz (1924)

Koniec roku

 

bowiem wszystko się kończy

lecz to co się kończy jest najmniej skończone

nic nie jest całe

nic pełne

nic zamknięte

dzieło człowieka nie jest skończone

słowo urywa się w połowie

nikt już nie pozna jego ciemniej treści

ręka zwisa nad białą przepaścią

w otwartej książce odwracają się karty

i struna zadrga nie wydając dźwięku

krajobraz rozwiera się w przestrzeni

i dzieło Boże nie jest skończone

staje się bezustannie

i człowiek  - na podobieństwo

bowiem wszystko się kończy lecz kończy się nieskończenie

 

Tygodnik "wSieci"

​16.06.2014  

Leszek Elektorowicz podczas spotkania w Podziemnym Salonie Artystyczno-Literacko-Muzycznym (P.S.A.L.M.) 21.10.2012 r.

(fot. Andrzej Szełęga)

Dom, gniazdo Kossaków    

 

     Przechodzę tamtędy i gniew  mnie ogarnia  na widok  opuszczenia i rujnacji.   Wszędzie , tego rodzaju historyczny obiekt byłby perłą, szansą i chlubą. Żyli tam ludzie wybitni, pracowali, gromadzili , gościli wszystkich , którzy tworzyli  najcenniejszy zapis polskiej sztuki , literatury, teatru... Dzisiejszy  stan  zagłady tego miejsca, jest hańbą dla  Krakowa i dla „ zarządców- dyspozytorów” całej kultury polskiej.

 

 

Kossakówka - stan z 15.06.2014 r. (fot. Andrzej Szełęga)

Irysy w ogrodzie Kossakówki

 

- Irracjonalny pośredni status ich istnienia

Pomiędzy bytem, a urojeniem

-Miedzy modlitwą, a pragnieniem?

Kuzynostwo motyli ?

Istoty mistyczne ?

 Na modłach trwają więcej

- Czy zmysły sycą skrycie ?  

Irysy…

         Jak na portretach Witkacego

         Rozszerzone ich źrenice

 

Ułuda  z gruntu wyprowadzona w słońce

Liliowy puchar w złotopołyskach

- Na zielonej łodydze

Słodkawo duszny ekstrakt  Secesji

 

W samo południe

W zdziczałym ogrodzie Kossakówki

Dla nikogo kwitną

 

Ach Mario. Magdaleno...

Dwa trzy, westchnienia,  zwiało, sfrunęło

Już nie boli

- Dwa trzy westchnienia, i to wszystko?

 

-Mignął tors nagi na trawniku

- Błękitna chmurka spalin

Apollo z kosiarką

Mignął impresjonistycznie

Głos sygnaturki od Norbertanek

- Dzwon dla topielców w Wiśle

Jak sprzed wiekowej dali

Dał się usłyszeć historycznie

       

Za sztachetami

- Pomiędzy bytem a urojeniem

W zdziczałym ogrodzie Kossakówki

Irysy ślą spojrzenia...

- Mistyczno erotyczne

 

Tygodnik "wSieci"

02.06.2014

Węgier nie będzie

 

    25 czerwca 2014 po raz kolejny, po głosowaniach sprzed 4 lat w sprawie katastrofy smoleńskiej – Polska została zdradzona. Teraz juz każdy normalny Polak, czujący i myślący po polsku powinien sobie wbić do głowy – nieważna jest uczciwość, przyzwoitośc i parę jeszcze cnót kardynalnych. Na sztandarach zwycięzców a PO i PSL jawnie już wypisane : kradzież, zdrada, kłamstwo.

 

    Zdawało się, że kiedy przed dwoma tygodniami, po ujawnieniu taśm podsłuchu szambo wybiło i rozlało się szeroko na kraj- ujawniając z jakimi elitami politycznymi mamy do czynienia – koniec tej ekipy jest murowany. Można się było spodziewać, że nadwiślańskie „bratanki” Madziarów ockną się ze snu i wyjdą na ulicę. Tak, jak to zrobili  masowoWęgrzy po ujawnieniu kłamstw Gyurcsany’ego. Nic z tego. Polacy to już dzisiaj nie ten sam naród, który walczył o Polskę na wszystkich  frontach II wojny, w powstaniu warszawskim, w stoczni gdańskiej 1970, w kopalni Wujek w 1981. Ćwierćwiecze tzw. wolności – czyli urabiania Polaków na papkę przez wszechwładne media wystarczyło, aby papką się stali. Krew przelana przez stoczniowców w 1970 , przez górników w 1981 Kowalskiemu nic już dziś nie mówi, nie jest dla niego ani źródłem dumy ani wielkim moralnym zobowiązaniem. Reprezentacja parlamentarna społeczeństwa jest taka sama jak społeczeństwo. Cwaniactwo i oszustwo , od czasów okupacji niemieckiej było w Polsce w cenie. W znakomitym eseju  „Gospodarka wyłączona” opisał je po wojnie profesor Kazimierz Wyka. Walka z okupantem – to było także złodziejstwo i oszustwo. To samo, mniejszej skali , jako „kombinowanie” przeniosło się w czasy PRL. Oszukałeś komunę toś gieroj A w III RP czy raczej PRL- bis – zyskało rangę składu zasad władzy, a i powszechnego prawa : nie ukradłeś? Nie zakombinowałeś? (Przypominam hasło – pierwszy milion trzeba ukraść. No i ukradli, z powodzeniem  kradną dalej) Znalazłeś się wśród wykluczonych, znaczy kiep jesteś , nieudacznik,  gnój historii. Na karkach takich jak ty , my twoja reprezentacja parlamentarna, my „twój” rząd  będziemy rządzić tobą dokąd nam się spodoba. Zwykły Polaku – wczoraj głosami twoich reprezentantów  w Sejmie napluto ci w twarz. Żyjesz na granicy nędzy, emeryturę masz w kwocie 900 zlp na miesiąc - cóż tam, „twój” minister, dziedzic sławnego nazwiska  - zje kolacyjkę za 2 tysiące zlp , w towarzystwie  prezesa Banku Narodowego, knując, jakby tu dłużej , przy pomocy machlojki utrzymać się przy żłobie. Twój minister, twojego bezpieczeństwa wewnętrznego. Strzeże głównie „swoich”, aby mogli cię skuteczniej oszukać i okraść.

 

    25 czerwca , po dwu tygodniach afery na miarę Watergate – na mównicę sejmową wszedł największy Nikodem Dyzma w polskich dziejach, Donald Tusk. Powiedział mniej więcej to samo co przy aferach hazardowej, informatycznej  itd . Polacy – stało się, ale szukajmy wroga tam, gdzie jest, nie dajmy sobie narzucić „obcego scenariusza” ( niby zagrożenie z zewnątrz, „czuj duch Ojczyzna w niebezpieczeństwie” – ojczyzna czyli my ,PO!!) Nie będę tu wnikać w to, czy istotnie za tą aferą mogą stać obce służby – sam fakt  bezradności państwa , jego służb specjalnych wobec ponad rok trwających podsłuchów – jest wystarczającym oskarżeniem tego rządu. A stopień cynizmu wystąpienia Tuska przekroczył już wszelkie skale. Donald Tusk, mistrz iluzji wykreował się przy pomocy sejmowej trybuny– na zbawcę Polski, który pojedzie do Brukseli negocjować nasze bezpieczeństwo. Wszelakie, a nade wszystko - energetyczne.  W sukurs premierowi iluzjoniście pośpieszyli karni żołnierze jego mafii. Szukając wroga   tam, gdzie ab PO condita, od powstania Platformy szukać go należy –  w znienawidzonym PiS-ie . Padały z ust Grupińskiego,  a i sojuszniczego Palikota ( tym razem w roli obrońcy ojczyzny , niby przeciw Tuskowi), zręcznego towarzysza Millera  – słowa jak kamienie nienawiści.

 

    Stało się, jak się stać miało, spektakl wyjątkowej perfidii i niebywałej hańby parlamentaryzmu  zakończyło triumfalne votum zaufania dla Iluzjonisty. Przy udziale walnym, niby reprezentantów wsi - PSL, różnych BuroKłopotków, Pawlaków , kupujących najdroższy gaz od Rosji i „refleksyjnych”Piechocińskich. Ta partia, wchodząca w koalicję   z   k a ż d  y m – to obok triumfującej majątkami postkomuny i renegatów z PO – najgorszy przetrwalnik komunizmu. Jego małego cwaniactwa i karierowiczostwa. I być może najlepszy symbol Polaków Anno 2014. Zainteresowanych  michą, kasą, serialami , mundialem. „Niech na całym świecie wojna, // bye polska wieś spokojna” – pisał już Wyspiański.   I „Polska wieś”- zasnęła, śpi spokojnie, snem bez marzeń o wolności i suwerenności.

 

    Budapesztu w Warszawie nie będzie. Krew patriotów spod Monte Cassino, bohaterów Stoczni i Wujka, „żołnierzy wyklętych”, męczenników w milczeniu bije o brzegi polskich sumień. Nad Warszawą wstaje, jak od wielu lat słońce Wielkiego iłuzjonisty.

Św. Jan Pawel II mówił – demokracja bez wartości i zasad , prędzej czy później staje się zakamuflowanym  totalitaryzmem.  To już mamy, te prorocze słowa polskiego papieża juz się spełniły.Ale „Polska wieś spokojna” ma pamięć jednodniową, pamięta tyle, ile w wczoraj w TVN „powiedzieli”. Budapesztu w Warszawie nie będzie.

 

Elzbieta Morawiec

"Pod Baranami ten szczęsny czas..."


 

Wspomnienia Leszka Długosza "Pod Baranami ten szczęsny czas..." zostały opatrzone nieco barokowym podtytułem "Sceny i obrazy z 'życia piwnicznego" w Krakowie w latach 60. i 70. XX wieku".

 

W tym czasie autor występował Piwnicy pod Baranami i - ceniąc sobie własną odrębność solisty - utożsamiał się z zespołem Piotra Skrzyneckiego. Krakowski kabaret był w apogeum świetności. Dostać się do tak skonsolidowanego zespołu wcale nie było łatwo, ale jeszcze trudniej przyszło zdobyć pełną akceptację koleżeństwa. 

 

Po odejściu Ewy Demarczyk i śmierci w lutym 1978 roku  Wiesława Dymnego regularnych występów w Piwnicy zaprzestał także Leszek Długosz. Koncertował na własne konto w kraju i poza nim, w programach kabaretu pojawiając się jedynie okazjonalnie, na zasadach specjalnego gościa. Utrzymywał przyjazne kontakty z wieloma artystami i akolitami kabaretu, pojawiał się na okazjonalnych uroczystościach, na tradycyjnych piwnicznych "opłatkach" i "jajeczkach".

 

Przefiltrowana przez nietuzinkową osobowość piszącego książka nie jest na szczęście wyłącznie o Długoszu. Najcenniejsze w niej jest to, co artysta ma do powiedzenia o koleżankach i kolegach z zespołu. Kreśli niestereotypowe, złożone portrety osobom znanym, jak: Piotr Skrzynecki, Ewa Demarczyk, Zygmunt Konieczny, Krzysztof Litwin, Wiesław Dymny, Krystyna Zachwatowicz, jak i tym, o których nie tak znowu głośno, jak można by się spodziewać: Tadeusz Kwinta, Mieczysław Święcicki, Miki Obłoński, Majka Zającówna-Radwanowa, Jerzy "Buła" Kopczewski, Irena Wiśniewska, Grażyna Karasiówna, Stanisław Radwan, Ola Maurer, Andrzej Warchał.

 

Osoby przekonane, że Piwnicę - "legendę tych lat" - znają od podszewki, mogę zapewnić, że odnajdą w książce wiele niespodzianek. Na zachętę, wyimki z opowieści o szarej eminencji Piwnicy, doktor Janinie Garyckiej.

 

"Wtedy asystentka profesora Kazimierza Wyki na polonistyce, na UJ. Nieco już znudzona studiami nad świetnością i komplikacjami Baroku, świeżo doktoryzowana, jako dydaktyk, nie radziła sobie ze wznieceniem zapału wśród braci studenckiej do onej specyficznej składni piśmiennictwa tamtych czasów. Jak i w ogóle do stylistycznych walorów Baroku. Zaintrygowana opowieściami na temat zabaw w lochach Pałacu pod Baranami, któregoś razu zeszła w to podziemie. Aby już więcej (emocjonalnie, symbolicznie ma się rozumieć) nigdy stamtąd nie wyjść. A w lochach? W centrum zagarniającego ją labiryntu, niczym mityczny, brodaty Minotaur, czekał już Piotr Skrzynecki. By oczywiście zahipnotyzować i zawładnąć jej jestestwem, jak się też okazało do końca jej ziemskiego bytowania."

 

Nadszedł dzień, kiedy Janina Garycka zdecydowała się wzbogacić piwniczną ofertę własną twórczością. Podczas wieczoru autorskiego czytała krótkie bajki, stosowne bardziej dla dzieci niż dla dorosłych.

 

"Teksty zabawne, liryczne humoreski, pełne lotnych aluzyjności. […] Janina, niepewna swojej literackiej oferty, okraszała te wieczorki dodatkowymi produkcjami artystycznymi […] jako wirtuozka gry na grzebieniu. Takie między innymi propozycje kulturalne w podziemiach Krakowa można było napotkać w czasach odwilży poststalinowskiej, po wypadkach poznańskich, w początkach Gomułki".

 

Po śmierci Franciszka Garyckiego, gimnazjalnego profesora łaciny i greki, który "wiedziony niejasnym przeczuciem nie znosił Piwnicy", do zwolnionego pokoju jego córka przygarnęła Piotra Skrzyneckiego, który "doskonaląc jazdę na rowerze na dziedzińcu Pałacu pod Baranami, akurat łamie nogę". Skrzynecki "wprowadził się zatem i zadomowił się tak szybko i przekonywająco, że niebawem dwie starsze panie, ciotki Janiny - Olę i Antosię - zaczął protekcjonalnie określać jako swoje 'sublokatorki'. A one, urzeczone nim, status Piotra, jako panującego na Groblach, zaakceptowały z oczywistością". I w ten oto sposób piwniczny guru przemieszkał na parterze domu przy Groblach 12 kilka istotnych dlań dekad.

 

Warto oddać sprawiedliwość osobie tak zasłużonej dla Piwnicy, jaką była Janina Garycka, co wtajemniczeni doskonale wiedzą. Ci jednak, którzy Janinę Garycką poznali w latach późniejszych, jako odkrywczynię zabawnych archiwalnych tekstów, eksploatowanych w kabarecie przez innych (Zającówna-Radwan, Zachwatowicz, Litwin, Obłoński, Turnau) czy też malarkę niezrównanych miniatur, jej grze na grzebieniu trudno przyjdzie dać wiarę. Podobnie jak osobom znającym tryb życia Piotra Skrzyneckiego, jedynie z największą dozą dobrej woli przyjdzie uwierzyć w jego narciarskie umiejętności. Jednak zdjęcie nie kłamie - w stosownym kombinezonie, z nartami na sztorc wraz z podobnie wyposażoną Anną Szałapak i parą innych znajomych, pręży pierś championa sportu na tle ośnieżonego zbocza.

 

Żeby być w zgodzie z prawdą, trzeba powiedzieć, że książka Długosza nie pomija tematów trudnych. Do takich należy jego zaskoczenie reakcją znacznej część piwnicznego środowiska na książkę Jolanty Drużyńskiej i Stanisława M. Jankowskiego "Kolacja z konfidentem. Piwnica pod Baranami w dokumentach Służby Bezpieczeństwa". Ujawnione w niej przypadki długoletniej współpracy agenturalnej pewnych osób z kadry kabaretu wywołały wprawdzie oburzenie, chociaż à rebours:

 

"O 'obrzydliwe intencje' oskarżając bardziej autorów książki - 'hieny dziennikarskie', instytucje, a nie autorów donosów". Problem pospiesznie unieważniono, "sprowadzając go na grunt ogólnego skażenia tamtego czasu".

 

W medialnej dyskusji pojawił się argument, że Piotr Skrzynecki, nie był człowiekiem pamiętliwym i nigdy nie przejawiał żadnej chęci odwetu.

 

"Nie sądzę jednak, żeby tak całkiem wyparowała z pamięci Piotra ta upokarzająca, drastyczna sytuacja z lat osiemdziesiątych, kiedy po zatrzymaniu na posterunku milicji zmuszono go do rozebrania się do naga i brutalnie pobito" - podsumowuje autor.

 

"W mojej piwnicznej opowieści starałem się selekcjonować materię i włączać do niej przędziwo autentyczne. Więc to, czegom sam doświadczył. W czym brałem udział, co widziałem, słyszałem. Co opowiadano mi wtedy. Byłoby pięknie, gdyby Czytelnik, kończąc lekturę i zamykając okładkę tej książki, niczym drzwi za sobą, miał wrażenie, że znów tam był? Trafił tam jeszcze raz? I odzyskał, w rzeczywistości przecież nigdy nie zaistniały, ten jeszcze jeden wieczór w Piwnicy? Ach, na koniec gdyby jeszcze było i tak, że ożywione myśli i poruszone Jego serce – żeby znów w tamtą stronę, znów chciały tam biec…"

 

Długoszowe portrety piwniczan mają to do siebie, że nakreślił je pewną ręką nie tylko kolega z piwnicznej estradki, ale i poeta. Stąd też zdanie z opowieści o Andrzeju Zaryckim, który "wspomagał Zygmunta Koniecznego, nie nadążającego już ze swymi obowiązkami, i stał się wkrótce drugą kariatydą współunoszącą piwniczny fronton Muzyki", komuś kto zetknął się z wierszami Długosza, nadto ekscentryczne się nie wyda. Czy je uniosą pozostali, nie wiem; najlepiej niech przećwiczą w czytaniu.

 

Janusz R.Kowalczyk

luty 2014

www.culture.pl

 

Zobacz artykył na stronie www.culture.pl