Leszek Długosz

© 2018

administracja strony - Andrzej Szełęga  

I   

 

   Jan Kochanowski  1530 – 1584

   NA DOM W CZARNOLESIE

 

 

Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje;

Raczyż  błogosławieństwo dać do końca swoje!

Inszy niechaj pałace marmórowe mają

I szczerym złotogłowiem ściany obijają,

Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gniaździe ojczystym,

A Ty mię zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym,

Pożywieniem ućciwym, ludzką życzliwością,

Obyczajmi znośnymi, nieprzykrą starością.

Tygodnik "wSieci"

28.12.2015

   Jan Kochanowski  1530 – 1584

   NA DOM W CZARNOLESIE

 

 

Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje;

Raczyż  błogosławieństwo dać do końca swoje!

Inszy niechaj pałace marmórowe mają

I szczerym złotogłowiem ściany obijają,

Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gniaździe ojczystym,

A Ty mię zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym,

Pożywieniem ućciwym, ludzką życzliwością,

Obyczajmi znośnymi, nieprzykrą starością.

Tygodnik "wSieci"

28.12.2015

   Jan Kochanowski  1530 – 1584

   NA DOM W CZARNOLESIE

 

 

Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje;

Raczyż  błogosławieństwo dać do końca swoje!

Inszy niechaj pałace marmórowe mają

I szczerym złotogłowiem ściany obijają,

Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gniaździe ojczystym,

A Ty mię zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym,

Pożywieniem ućciwym, ludzką życzliwością,

Obyczajmi znośnymi, nieprzykrą starością.

Tygodnik "wSieci"

28.12.2015

   Jan Kochanowski  1530 – 1584

   NA DOM W CZARNOLESIE

 

 

Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje;

Raczyż  błogosławieństwo dać do końca swoje!

Inszy niechaj pałace marmórowe mają

I szczerym złotogłowiem ściany obijają,

Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gniaździe ojczystym,

A Ty mię zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym,

Pożywieniem ućciwym, ludzką życzliwością,

Obyczajmi znośnymi, nieprzykrą starością.

Tygodnik "wSieci"

28.12.2015

   Jan Kochanowski  1530 – 1584

   NA DOM W CZARNOLESIE

 

 

Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje;

Raczyż  błogosławieństwo dać do końca swoje!

Inszy niechaj pałace marmórowe mają

I szczerym złotogłowiem ściany obijają,

Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gniaździe ojczystym,

A Ty mię zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym,

Pożywieniem ućciwym, ludzką życzliwością,

Obyczajmi znośnymi, nieprzykrą starością.

   Jan Kochanowski  1530 – 1584

   NA DOM W CZARNOLESIE

 

 

Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje;

Raczyż  błogosławieństwo dać do końca swoje!

Inszy niechaj pałace marmórowe mają

I szczerym złotogłowiem ściany obijają,

Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gniaździe ojczystym,

A Ty mię zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym,

Pożywieniem ućciwym, ludzką życzliwością,

Obyczajmi znośnymi, nieprzykrą starością.

   Jan Kochanowski  1530 – 1584

   NA DOM W CZARNOLESIE

 

 

Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje;

Raczyż  błogosławieństwo dać do końca swoje!

Inszy niechaj pałace marmórowe mają

I szczerym złotogłowiem ściany obijają,

Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gniaździe ojczystym,

A Ty mię zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym,

Pożywieniem ućciwym, ludzką życzliwością,

Obyczajmi znośnymi, nieprzykrą starością.

   Jan Kochanowski  1530 – 1584

   NA DOM W CZARNOLESIE

 

 

Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje;

Raczyż  błogosławieństwo dać do końca swoje!

Inszy niechaj pałace marmórowe mają

I szczerym złotogłowiem ściany obijają,

Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gniaździe ojczystym,

A Ty mię zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym,

Pożywieniem ućciwym, ludzką życzliwością,

Obyczajmi znośnymi, nieprzykrą starością.

   Jan Kochanowski  1530 – 1584

   NA DOM W CZARNOLESIE

 

 

Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje;

Raczyż  błogosławieństwo dać do końca swoje!

Inszy niechaj pałace marmórowe mają

I szczerym złotogłowiem ściany obijają,

Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gniaździe ojczystym,

A Ty mię zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym,

Pożywieniem ućciwym, ludzką życzliwością,

Obyczajmi znośnymi, nieprzykrą starością.

   Jan Kochanowski  1530 – 1584

   NA DOM W CZARNOLESIE

 

 

Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje;

Raczyż  błogosławieństwo dać do końca swoje!

Inszy niechaj pałace marmórowe mają

I szczerym złotogłowiem ściany obijają,

Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gniaździe ojczystym,

A Ty mię zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym,

Pożywieniem ućciwym, ludzką życzliwością,

Obyczajmi znośnymi, nieprzykrą starością.

   Jan Kochanowski  1530 – 1584

   NA DOM W CZARNOLESIE

 

 

Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje;

Raczyż  błogosławieństwo dać do końca swoje!

Inszy niechaj pałace marmórowe mają

I szczerym złotogłowiem ściany obijają,

Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gniaździe ojczystym,

A Ty mię zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym,

Pożywieniem ućciwym, ludzką życzliwością,

Obyczajmi znośnymi, nieprzykrą starością.

   Jan Kochanowski  1530 – 1584

   NA DOM W CZARNOLESIE

 

 

Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje;

Raczyż  błogosławieństwo dać do końca swoje!

Inszy niechaj pałace marmórowe mają

I szczerym złotogłowiem ściany obijają,

Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gniaździe ojczystym,

A Ty mię zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym,

Pożywieniem ućciwym, ludzką życzliwością,

Obyczajmi znośnymi, nieprzykrą starością.

   Jan Kochanowski  1530 – 1584

   NA DOM W CZARNOLESIE

 

 

Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje;

Raczyż  błogosławieństwo dać do końca swoje!

Inszy niechaj pałace marmórowe mają

I szczerym złotogłowiem ściany obijają,

Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gniaździe ojczystym,

A Ty mię zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym,

Pożywieniem ućciwym, ludzką życzliwością,

Obyczajmi znośnymi, nieprzykrą starością.

Tygodnik "wSieci"

28.12.2015

Tygodnik "wSieci"

28.12.2015

 

Oficjalna strona Poety

 

          Pochwała i nacjonalistyczne wywyższenie złotej polskiej  jesieni

 

         Wszystkie te  w Polszcze dni jesieni złotej

         Niech będą wywyższone

         - Powiadam wam narody

         I w całym świecie  nie ma podobnych rozkoszy

         Z jesiennej przygody

         Jak te tutaj błogości  nadwiślańskie

         - Bądźcie pozdrowione o tej porze

         Ziemio i wodo  i przelotne obłoki

         Pod Przeworskiem nad Sanem

         W Karpatach, na Mazurach,  na Kaszubach

         ( I ty ciężary dźwigająca słodkie

         Gruszo pod Przasnyszem

         U pani Baranowskiej  )

         Werandy zaciszne,  słoneczne w ten czas  smugi

         W czerwonym winie

         Ogródków  one pstrokacizny

         Nasturcje,  dalie, cynie

         Dęby i buki  w złoto miedzianych zbrojach

         Sady brzemienno milczące

         Cmentarze najsmętarniejsze

         W zamgleniach srebrnych  kurtyny lasów  

         Gary bulgocące   powidłami

         Już w sieniach dojmujące  zapachy grzybów

         Szurania wszelkie, szelesty

         Wrześniowe kołatki, jargotki fasoli, grochu

         Rzek pociemniałych  refleksje głębokie

         I cichość stawów...

 

        O Floro, łaskawa  szafarko

        Z podpowiedzią  przybywaj, bom niezdarny

        W chwalbie dni  wtedy takich

        Więc pamiętajcie  lokatorzy wszelacy

        Tej strony świata

        Gdyby ktoś gdzieś urodę ziem tych  

        Spojrzeniem cierpkim  ledwo  omiatał...

        Wołajcie, a przybędę

        I powiem          

        Co się  usłyszeć należy:

         - Nie ma i być nie może

        Na  ziemskiej planecie

        Urody większej niż  ta, kiedy się taka zdarza  

        - Złota polska jesień...

Źródło: www.tapeciarnia.pl 

Tygodnik "wSieci" 18.09.2017

List do Pana Leszka Długosza

w związku z nacjonalistycznym wywyższeniem polskiej złotej jesieni

 

O, nacjonalistycznie wywyższona

złota polska jesieni!

I cóż ty poczniesz jeśli

zostaniesz internacjonalnie odarta

z tych werand zaściankowych bluszczami ocienionych

z aromatów powideł węgierkowych

z pigwowych nalewek

z berberysów, ulęgałek, dereni

z serdecznych przeczuć, nostalgii i tęsknot

za ułańską szarżą i skrzydłami husarii

za tandemem nierozerwalnym bieli i czerwieni...

I znów, panie Leszku,

dzień się przeistoczył w wieczór ledwo

rozpoznając kształty obietnic poranka

i znów się nie zgadza rachunek

nowoczesności z ówczesnością

politpoprawności z populizmem - o, rety!

co począć - tak niewiele zostało do stulecia Niepodległej

a wreszcie jest tak po naszemu,

jakby Mama wróciła z miasteczka

dwukółką i na moment przysiadła na werandzie....

A tu tyle zamętu, zakrętu, zawrotu

i tyle pokus by wpaść w ten pęd bez powrotu....

Na Nic!

U nas na straży stoją kapliczki przydrożne

i Anioły nas strzegą czujne i ostrożne

W nas ta odwieczna zgrzebność pogardzana

uczciwa, uparta, nieśpieszna

w nas ta pierwotność bezgrzeszna....

To w nas Wiara "naiwna" przewraca codziennie kartkę kalendarza

dlatego niechaj  jesień nacjonalistycznie wywyższona

złoci się i stwarza!

 

Z serdecznym poważaniem  Danuta Moroz-Namysłowska

Droga Redakcjo!

 

Jestem całożyciową i nieustanną admiratorką poezji Leszka Długosza. Bardzo mi zależy, by o tym się dowiedział w sposób tak liryczny, jak potrafię... Proszę to potraktować jako list do Redakcji...:-)

Droga Pani Danuto,

 

Pani  korespondencja  poetycka ( odpowiedź na mój wiersz ) rodzi we mnie wrażenie, jakbyśmy razem,  na cztery ręce, na fortepianie ( może nawet lepiej na klawesynie?) ten sam utwór grali? Oczarowany Pani odpowiedzią, najserdeczniej dziękuję i pozdrawiam Panią  – Leszek Długosz                        

OCZAROWANI JESIENIĄ...

Tygodnik "wSieci" 02.10.2017